Wychodząc

35
31 października 2016

Wychodząc

dziś z pacjentem z oddziału na hemo, zauważyłam pod OITem młodą parę. Kobieta płakała rozpaczliwie, pomyślałam..może jej ojciec umiera…lub matka. Juz mialam podejsc, zaproponować wodę, kiedy natknęłam się na spojrzenie mężczyzny. Rozpacz, ból i bezsilność. W tym samym momencie z bloku wyjechała pielęgniarka pchając przed sobą puste łóżeczko. Z takim maleńkim króliczkiem, maskotką, porzuconą brutalnie przez maleńkiego właściciela. Na jego widok kobieta rozpłakała się jeszcze mocniej, mężczyzna jeszcze mocniej ją przytulił a mnie dosłownie zmroziło. Mnie i mojego pacjenta, niemego świadka całej sytuacji, który wydusił tylko: dzieci nie powinny chorować…

Nie powinny.

Nie wiem, czy ich dzieciątko zmarło, czy może miało ciężką, słabo rokującą operację, wiem, że taki płacz, rozdzierający, wcale nie głośny, ale rozrywający na cząstki niczego dobrego nie wróżył.

W obliczu choroby stajemy się bezbronni.

W obliczu choroby i śmierci własnego dziecka paraliżująco bezradni, mierzący się z cierpieniem, którego nikt, kto tego nie przeżył- nie zrozumie. Ja nie rozumiem. Nie przyjmuję do wiadomości.

Nie mam problemów. Patrząc na tę kobietę, czułam jej ból. Promieniował, pochłaniał, absorbował.. Dopóki dopisuje zdrowie..dopóki zdrowie dopisuje..

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.